Bytom, centrum miasta, stara kamienica. Brzmi intrygująco? Tym razem nie remontowałem jednego pokoju – wzięliśmy się za całe mieszkanie. I to w jakim stanie… Inwestorzy dostali lokal od miasta pod warunkiem przeprowadzenia generalnego remontu. Bez łazienki – bo ta była na zewnątrz budynku, jak to w przedwojennych kamienicach bywało. 33,5 m² do zrobienia od zera. Totalna rozpierducha? Jak najbardziej. Ale efekt końcowy? Oceńcie sami.
Punkt wyjścia: mieszkanie bez łazienki i z fatalnym stanem technicznym
Kiedy wszedłem tu po raz pierwszy, wiedziałem, że to nie będzie łatwy projekt. Stara instalacja, skrzypiące podłogi, brak jakiejkolwiek łazienki i tylko jedna rura kanalizacyjna – która z miejsca zdecydowała o układzie całego mieszkania. W takich warunkach projekt funkcyjny to nie kwestia gustu, tylko twardy przymus techniczny.
Inwestorzy mieli jasne oczekiwania:
- łazienka – absolutna konieczność, koniec z wyjściami na zewnątrz,
- funkcjonalna kuchnia,
- oddzielna sypialnia,
- przytulny salon,
- nowoczesny i jasny styl – ale, jak powiedziała właścicielka – „z pazurem”.
No i jeszcze jedno życzenie: jeśli da się zrobić antresolę – jak najbardziej. Kamienica ma wysokie stropy, więc opcja była na stole. Ostatecznie jednak projekt poszedł w innym kierunku.
Projekt funkcyjny – od niego zawsze zaczynam
Zanim weszła ekipa, zanim zamówiliśmy jedną płytkę czy jedną deskę – powstał projekt funkcyjny. To moja żelazna zasada. Usytuowanie łóżka, stołu, lodówki, ubikacji – wszystko musi być przemyślane na papierze, zanim ktokolwiek chwyci za młotek.
W tym przypadku układ wymusiła na nas instalacja:
- Łazienka – tylko jedno możliwe miejsce, tam gdzie przebiega rura kanalizacyjna,
- Kuchnia – zaraz przy wejściu, bo spływ wody nie może być za daleko od pionu,
- Salon – w środkowym pomieszczeniu, całkiem fajne proporcje,
- Sypialnia – osobne pomieszczenie z tyłu, za ścianą.
Wyzwaniem było to, żeby nie wchodzić bezpośrednio z korytarza do kuchni. Brzmi banalnie, ale przy 33 m² każdy metr kwadratowy to decyzja projektowa.
Materiały – gdzie i co kupowałem
Panele podłogowe – tu nie kombinowałem i pojechałem do Bel-Polu. Przy takim projekcie potrzebowałem czegoś dobrej jakości i wodoodpornego – panele miały pojawić się zarówno w salonie, sypialni, jak i w kuchni. Adam doradził, wybraliśmy razem. Sam bym się nie zdecydował przy takiej ilości opcji.
Przy okazji trafiłem tam też na drzwi ukryte – zlicowane ze ścianą. I to był strzał w dziesiątkę. Można je malować, tapetować, wykończyć pod dowolny kolor z każdej strony. Przy małym mieszkaniu takie rozwiązanie robi robotę – znikają z pola widzenia i nie „zabierają” przestrzeni wizualnie.
Armatura i ceramika łazienkowa – tu postawiłem na zakupy online. Sklep Lazienkaplus, duży wybór, dostawa pod drzwi. Ceramikę i armaturę dostarczyła firma Oltens – sprawdzony wybór, jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny.
Realizacja – nie zawsze idzie gładko
Byłem przekonany, że pewnego dnia ekipa będzie już montować ceramikę. Tymczasem o 9:54 – nikogo. I podłoga nie zrobiona. I panele niezałożone. I meble kuchenne za chwilę miały przyjechać. Tak to bywa na budowie. Nie ma co dramatyzować – trzeba czekać, pilnować i egzekwować.
Jeden z większych niespodzianek na miejscu? Skrzypiąca podłoga, którą trzeba było rozebrać. W starej kamienicy strop nie może być za bardzo obciążony, więc płytki w przedpokoju odpadały automatycznie. Decyzja była prosta – te same panele wodoodporne co w reszcie mieszkania. Spójność wizualna i szybka robota dla ekipy.
Efekt końcowy – 33 m² dla dwójki ludzi i dwóch kotów
Mieszkanie skończone. Właściciele wprowadzili się pod koniec grudnia. Razem z nimi zamieszkały koty – Lucjan i Inka. Lucjan chętnie pozował do zdjęć, Inka okazała się bardziej wstydliwa.
Co udało się zmieścić w 33,5 m²?
- łazienka z kabiną prysznicową, ubikacją i szafką z lustrem,
- kuchnia z pełnym wyposażeniem,
- salon,
- sypialnia z dużym łóżkiem i szafą,
- przedpokój – zabudowa jeszcze w toku.
Firanki? Krótkie – bo koty. Lucjan i Inka szybko wyjaśniły właścicielom, że długie to nie jest dobry pomysł.
Kilka słów na koniec – o małych metrażach i kolorach
Utarło się, że małe mieszkanie musi być jasne i minimalistyczne. Ja z tym zawsze trochę na przekór. Tutaj inwestorzy prosili o jasność – i owszem, jest jasno. Ale jest też kilka pazurów, o które prosiła właścicielka. Nie wszystko jest białe. I dobrze.
Bo małe mieszkanie może być przytulne, charakterne i funkcjonalne jednocześnie. Trzeba tylko wiedzieć, jak to ułożyć.
Filmik z całego procesu – od rozbiórki po odbiór – możecie obejrzeć poniżej. Zachęcam, bo zdjęcia przed i po mówią tu więcej niż jakikolwiek opis. Zapraszam na konsultację wnętrzarską.

